Janek – sesja noworodkowa w domu (Żary)

Posted on

Z Dorotą i Piotrkiem spotkałam się w sumie trzy razy. Za pierwszym razem w marcu na sesji ciążowej w dniu, w którym zapowiadano cudowne, wiosenne ocieplenie. Dorota przyjechała w sukience z krótkim rękawem, na szczęście miałam ze sobą koc, bo nie wiem, czy było może z 10 stopni na dworze. Wiał potworny wiatr, słońce pokazało się tylko na minutę, więc nie byłam do końca zadowolona z efektów. Kiedy widzę, że ktoś marznie, a zwłaszcza, kiedy to dziewczyna w ciąży, to jakoś ciężko mi przeciągać sesję w nieskończoność. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie, jakieś 2 tygodnie później i wtedy wszystko zagrało idealnie. Był cudowny zachód słońca. Zdjęcia robiliśmy w lesie i na łące w pobliżu domu moich teściów. Z daleka dochodził zapach dymu z grilla. Piotrek rozśmieszał Dorotę, dzięki czemu mamy fajne emocjonalne kadry. Podobno, kiedy mąż potrafi rozśmieszyć żonę to bardzo dobrze wróży ich małżeństwu…

Mleko mamy najważniejsze

Trzecie nasze spotkanie było dla mnie najfajniejsze, bo uwielbiam sesje noworodkowe. Czasem czuję się trochę jak położna albo doula, bo zawsze ciekawi mnie jak świeżo upieczeni rodzice radzą sobie w pierwszych dniach po narodzinach dziecka. Sama pamiętam, co czułam, kiedy urodziłam swoje dzieci. Wielką ekscytację pomieszaną z niepewnością, adrenaliną i lekkim zmęczeniem.
Janek, syn Doroty i Piotrka, jak wiele maluszków, uwielbia mleko mamy i potrafiłby pewnie spędzić tak wiele godzin. Znam doskonale to uczucie. Moja córka do 1,5 miesiąca nie dawała się odstawić nawet na pięć minut. Cieszę się, że mam to doświadczenie i wiem, że czasem mamy się denerwują, bo chciałyby już zacząć sesję, a tu mały ssak nie chce się oderwać od piersi. Mam na to swoje sposoby. Tutaj jedynym działającym był Janek na rękach u taty. A ten stanął na wysokości zadania.

Rola tata podczas sesji

Bo tatusiowie są różni, jedni mocno się angażują, inni przychodzą na kilka zdjęć i chcą mieć sesję z głowy, bo nie lubią zdjęć. To wszystko rozumiem doskonale, czasem najtrudniejszą częścią sesji, jest przekonanie taty na udział w tejże sesji. Piotrek na szczęście nie miał z tym problemu, chociaż przyznał, że zdjęć nie lubi. Czesał Janka, bujał go, nosił, przebierał. Wszystko to udało nam się uwiecznić. Dopiero na koniec spotkania zawinęłam Janka w swoją owijkę, co go fajnie uspokoiło i mama też ma świetną pamiątkę z synkiem. W sumie to na tym mi zawsze najbardziej zależy, żeby to właśnie mama miała jak najwięcej zdjęć. Wiem, że potem się ich nie doprosi. Że to właśnie mamy robią najwięcej zdjęć, a ich samych nie widać potem w albumach. To doskonale wiem także z autopsji.

Zdjęcia w ramkach

A propos zdjęć, ściana w mieszkaniu moich modeli była ozdobiona ramkami ze zdjęciami między innymi z naszej sesji ciążowej. Bardzo mi się taki obrazek spodobał. To jest często bardzo trudne, bo każdy z nas ma tysiące zdjęć w szufladach czy na dyskach i zawsze planujemy, że kiedyś je powiesimy na ścianie, ale to tak jak z dietą albo rzuceniem palenia. Na planach i myśleniu o tym najczęściej się kończy. Pozostając przy wystroju mieszkania. Osobiście bardzo lubię jasne i przestrzenne wnętrza, a takie jest właśnie mieszkanie Doroty i Piotrka. Światło wpada do środka praktycznie z każdej strony, więc o jasność nie musiałam się tutaj martwić, a to dla mnie bardzo ważne. Kolejne brawa dla taty za to, że sam owo mieszkanie wyremontował.

Każda sesja noworodkowa mnie zachwyca. Zwłaszcza taka domowa, naturalna, pełna swobody. Kiedyś robiąc zdjęcia, skupiałam się głównie na dziecku i rodzicach. Od pewnego czasu robię trochę szersze kadry, żeby pokazać otoczenie, a jakim żyjecie na co dzień. Nie ma piękniejszej pamiątki z tego wyjątkowego okresu. Wiem, jak bardzo z takich zdjęć cieszą się dziadkowie maluszków. Często projektuję mini albumy, które są idealnym prezentem dla rozkochanych we wnukach dziadków.